Czy można bać się własnego ciała? Osoby dotknięte kompleksami dotyczącymi własnego wyglądu z pewnością odpowiedzą na to pytanie twierdząco.

 

Kiedy wydaje nam się, że posiadamy defekt, który nas oszpeca, na różne sposoby staramy się go ukryć – nosimy odpowiednie ubrania, fryzurę, makijaż lub nakrycie głowy. Jesteśmy przekonani, że osoba, która na nas patrzy widzi wyłącznie nasze odstające uszy, krzywy nos lub krostę na twarzy. A co jeśli okazałoby się, że problem, który tak bardzo nas dręczy, jest tylko wytworem naszej wyobraźni?

Dysmorfofobia

Osoby cierpiące na dysmorfofobię są nadmiernie zaniepokojone rzekomym defektem własnego ciała. Dysmorfofobia to dosłownie „lęk przed brzydotą”. Chorzy potrafią zadręczać się z powodu niemalże niewidocznych przebarwień skóry czy mikroskopijnych blizn. Wyobrażają sobie swoje nadmierne owłosienie lub panicznie boją się, że wyłysieją. Najczęściej przedmiotem ich zmartwień jest nos, ogólny kształt twarzy i skóra, choć równie dobrze mogą skupiać się na każdej części ciała.

Oczywiście, powyższa przypadłość w łagodnym stopniu dotyczy wielu osób – w przeważającej części kobiet, które przywiązują dużą wagę do swojego wyglądu, ale także nastolatków w okresie dojrzewania. Jednak w przypadku osób cierpiących na dysmorfofobię, skupienie na niedoskonałościach ma wymiar wyraźnie chorobliwy. Myśli o wyglądzie mają pierwszeństwo nad innymi sferami życia, zajmują nawet 8 godzin dziennie.

Chory nie wyobraża sobie życia ze swoim defektem. Obsesyjnie szuka pomocy u dermatologów, kosmetyczek i chirurgów plastycznych nie widząc prawdziwej natury swojego problemu. Za wszelką cenę próbuje ukryć swój wyimaginowany defekt, np. chodząc bokiem, zasłaniając twarz ręką, zapuszczając włosy. Może także starać się zmienić swój wygląd dietą lub opalenizną. W dodatku cały czas musi kontrolować, jak wygląda, dlatego czuje przymus ciągłego przeglądania się – w lustrze, szybach sklepowych, lusterkach samochodowych czy wypolerowanych meblach.

Nieleczona dysmorfofobia może prowadzić do depresji, a nawet samobójstwa. Dlatego ważne jest, aby nie bagatelizować jej objawów u siebie lub otoczenia. Odróżnienie jej od zwykłych kompleksów może wydawać się trudne, ponieważ do tej pory nie ustalono wyraźnych kryteriów jej diagnozy. Jednak z pewnością czynnikiem przemawiającym za występowaniem choroby jest zaburzenie życia danej osoby przez zbytnie skupienie na wyglądzie. Jeśli bliska nam osoba nie wychodzi lub rzadko wychodzi z domu, opuszcza pracę, a większość czasu spędza na szukaniu chirurgów lub zabiegów upiększających, to sygnał, że mamy do czynienia z dysmorfofobią.

Leczenie tego zaburzenia zwykle nie odbywa się bez farmakoterapii lekami przeciwdepresyjnymi. Oprócz leków wskazana jest psychoterapia połączona z psychoedukacją. Często bowiem pacjent nie zdaje sobie sprawy, że jego problem posiada swoją nazwę kliniczną. W leczeniu dysmorfofobii stosuje się najczęściej terapię poznawczo-behawioralną oraz ekspozycję na sytuacje lękowe, czyli np. pozostawanie w miejscach publicznych, ograniczanie makijażu. Najtrudniejszym aspektem leczenia wciąż pozostaje jednak przekonanie chorego do skorzystania z pomocy psychologa – bardzo trudno jest mu bowiem zrozumieć, że jego obawy są nieadekwatne do stanu faktycznego, a jego problem nie jest natury kosmetycznej, ale psychologicznej.